Ostatnie wydarzenia pozostawiły niemałe blizny na psychice i sercu Ciemnowłosej. Szybko nie potrafiła pozbierać się po ostatnich wydarzeniach. Z pomocą przyjaciół powoli powracała do życia. Normalny plan dnia pasował jej o wiele bardziej niż zajęcia z jednym nauczycielem.
Poprzez zgłębianie smoczych umiejętności błyskała inteligencją. Wyprzedzała materiał, co bardzo cieszyło nauczycieli i zadziwiało przyjaciół i uczniów.
Przerwy spędzała z przyjaciółmi. Byli nierozłączni.
Ron: Ali.
Ali: Tak ?
Ron: Może nie powinienem pytać, ale... Czemu tak długo Cię nie było na lekcjach ?
Harry: Ron !
Ali: Nie spokojnie...
Ron: Przepraszam, za to pytanie..
Ali: Ron.. Wszystko w porządku... Miałam lekcje z Profesor McGonagall..
Ron: O matko ! Dlatego teraz tak przymulasz !
Ali: Coś Ty powiedział ?! - Rozbłysła uśmiechem.
Ron: Przyyyymulasz ! - Odwzajemnił uśmiech.
Ali rzuciła torbę i zaczęła gonić przyjaciela. Biegali jak dzieci po dziedzińcu. Łapali się za ręce i kręcili w kółko. Nic się nie liczyło. Harry i Gin też się przyłączyli. Tylko Miona stała przygnębiona, choć tak rozbawiona całą sytuacją.
Ali: Co jest ?
Miona: nic.
Ali: Mnie chcesz oszukać ?
Miona: Po prostu..
Ali: Blaise ?
Miona: Tak.... Znikł.
Ali: Znikł ?
Miona: Tak ! Bez żadnego uprzedzenia ! Wiedziałam, że chce się tylko pobawić !
Ali: Miona ! Będzie dobrze. Zaufaj mi ! - Złapała ją za ręce i zaczęła biegać.
Wszyscy patrzeli na nich jak na wybryki natury. A oni przecież tylko świetnie się bawili. Cieszyli chwilą.
Harry: Ej ! Lekcja !!
Opamiętali się i pomknęli na zajęcia.
W biegu Ali użyła smoczego wzroku. Widziała siebie.. Biegnącą z przyjaciółmi. Zupełnie jakby patrzała na siebie z okna na 4 piętrze. Zatrzymała się. Ciężko oddychała. Spojrzała na rzekome okno. Zobaczyła Go.
Jej serce waliło, nie mogła złapać oddechu. Stalowe oczy Dracona przyglądały się dziewczynie.
Harry: Ali ! - Podbiegł do niej. - Wszystko Okey ?
Ali: Nie...
Harry: Ali... - Straciła przytomność.
Ocknęła się na skrzydle szpitalnym. Siedział przy niej Harry i profesor McGonagall.
Ali: Co się stało ?
McGonagall: Straciłaś przytomność. Pan Potter Cię przyniósł.
Ali: Harry... - Był delikatnie przypalony.
Harry: To nic. - Uśmiechnął się znacznie.
McGonagall: Zaczęło się moja droga. Poniosły Cię emocje.
Ali: Przepraszam...
Harry: To nie jej wina.
McGonagall: Ja doskonale wiem, że to nie jej wina Panie Potter. Jednakże musimy to zacząć kontrolować. Ali... Nie daj się ponosić emocją. - Opuściła gryffonkę.
Chwilę panowała niezręczna cisza.
Ali: Harry..
Harry: Nic nie mów
Ali: Tak bardzo Cię przepraszam..
Harry: Nic się nie stało..
Ali: Stało się...
Harry: Co Ci się stało ?
Ali: Malfoy..
Harry: Nie rozumiem.
Ali: Jest w szkole..
Faktycznie od kilku dni Ali czuła się obserwowana. Czuła ten znajomy zapach i słyszała stanowczy głos. Czyżby Draco Malfoy powrócił ?
Harry: Przecież..
Ali: Wiem..
Harry: I..
Ali: Tak...
Harry: Ale po co ...
Ali: Nie wiem... Nie ma pojęcia !
Harry: Wiem, że to bardzo dużo, ale... Możesz sprawdzić gdzie on jest ?
Ali wzięła głęboki wdech. Skoncentrowała się na Draconie.
Widziała Go. Nie potrafiła określić gdzie się znajduje... Tak jakby płakał. Wokół była ciemność. Trzymał się na głowę, ciągnął za włosy.. Słyszał głosy, wiedział, że go obserwuje. Oczy.. miał zapłakane. Marnie wyglądał. Rozpoznała to miejsce po chwili. Był w podziemnych komnatach zamku. Czekał.. Tak jakby czekał na nią.
Ali: Musze iść !
Harry: Co ? Gdzie ?!
Ali: Musze iść do niego ! - Ali wybiegła.
Biegła na boso. Nigdzie się nie zatrzymywała. Biegła na samo dno. Kiedy ogarnęły ją ciemności piwnic, a do nozdrzy doszedł zapach stęchlizny przestała czuć się tak pewnie. Głośno oddychała, mocno biło jej serce. Bała się. Bała się spotkania z nim.
Mimo lęku nie zatrzymywała się. Dotarła na miejsce. "Dziwne" pomyślała.
Kiedy chciała się wrócić usłyszała wydychane powietrze... Zrobiła krok w tył i weszła w kałużę. Nie była to woda.
Ali: Lumos !
Różdżka gryffonki rozbłysła bladym światłem. Krew.. Kałuż krwi.. Czyja ? Rozglądała się po pomieszczeniu. Panicznie kręciła się w kółko. Wiedziała, że tak jest.
Ali: Draco ! - Upadła na posadzkę, upuszczając różdżkę.
Panicznie się bała. Marzyła by ją przytulił.
Słyszała ciężki oddech.
Draco: Odejdź stąd ! - Krzyczał przez zaciśnięte zęby.
Ali: Nigdy !
Draco: Wynoś się !! - Wstała. Zamknęła oczy i próbowała się skoncentrować.
Zimne dłonie objęły ją w talii. Czuła oddech na szyi.
Draco: Proszę odejdź..- Wyszeptał.
Ali: Dobrze. Odejdę.. Ale już nigdy mnie nie zobaczysz - Stwierdziła stanowczo, robiąc krok w przód.
Draco: Nie! Nie pozwolę Ci odejść..
Ali: Przecież mnie nie chcesz.. Przecież to Ty mnie zostawiłeś.
Draco: Nie chciałem. Kocham Cię. - Przytulił ją mocno.
Wokół panowała ciemność. Nie widzieli swoich twarzy. Ali podniosła różdżkę. Zobaczyła stalowe oczy Blondyna, ten cwaniacki uśmiech.
Ali: Dlaczego?
Draco: Musiałem Cię chronić... Ale codziennie na Ciebie patrzałem. Przychodziłem w nocy i patrzałem jak śpisz, wiem wszystko. Tak bardzo Cię przepraszam!
Ali: Już nic nie mów - Pocałowała go. - Draco..
Draco: Tak ?
Ali: Skąd tu krew ? - Draco milczał. - Draco.. - Chłopak odsunął się kawałek i zdjął koszulę. Na ciele miał rany cięte. - O Boże ! - Dziewczyna się rozpłakała.
Draco: Próbowałem... starałem się zaleczyć rany zaklęciem, ale tylko pogorszyłem sprawę.
Ali: Skąd.. Kto Ci to zrobił ?
Draco: To za to, że cię ukrywam. Chroniłem Cię... - Dziewczyna przyległa do chłopaka. Szybko biły im serca.
Ali: Proszę nie odchodź już nigdy więcej...
Draco: Już nigdy. Teraz będzie już dobrze..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz